Czasami wystarczy usłyszeć ten dźwięk — strzały, eksplozje, monotonna muzyka wyciekająca z Sound Blastera — a twoje ręce automatycznie sięgają po strzałki i Ctrl. Po raz pierwszy widziałem Raidena w arkadzie, gdzie chłopak obok mnie pożarł go w pięć minut i dwadzieścia koron. W domu na PC wziąłem rewanż solo, za darmo, tak długo, jak trzeba było.

Raiden to shmup z pionowym scrollingiem, oryginalnie japoński automat arkadowy firmy Seibu Kaihatsu, który dotarł na PC w połowie lat dziewięćdziesiątych. Sceneria jest klasycznie oszczędna: obcy zaatakowali Ziemię, siedzisz w myśliwcu bojowym, a twoim zadaniem jest strzelać do wszystkiego, co się rusza. Czołgi, okręty, helikoptery, samoloty, naziemne bazy — wszystko pada pod twoimi armatami. Fabuła nie utrzyma cię nawet minutę, co jest dokładnie w porządku.
Gra kontrolowana jest prosto: ruch, broń pierwotna, bomba. Pochodzenie z arkady czuć w każdym szczególe — ekran bezlitośnie przewija się w dół, wrogowie atakują falami, power-upy spadają ze zniszczonych konwojów. Broń można ulepszać, zbierając kolorowe kryształy, a wybór między błyskawicą a rozpylaczem dodaje przynajmniej jakiś elementarny wymiar taktyki. Trudność jest przyzwoita — nie brutalna jak japońskie bullet hell'e, ale wystarczająca, aby w końcowych poziomach przygniść cię do kolan. Dwóch graczy na jednej klawiaturze nie działało jednak całkowicie płynnie; sprzęt tamtych czasów to była raczej pięciokrotna tragedia dla tego.

To, co Raiden przyniósł graczom PC w 1994 roku, to czystej maści doświadczenie arkadowe w domu, bez potrzeby chodzenia do arkady. Port nie jest idealny — oryginalna wersja arkadowa miała nieco płynniejszą animację i lepszy dźwięk — ale działał na 486, wyglądał akceptowalnie i grał się dokładnie tak, jak się oczekiwało. Wizualnie gra dzisiaj wygląda jak wyjście losowego generatora sprzętu militarnego, muzyka to pętla, która wgryza się w mózg po dziesięciu minutach w sposób, od którego nie ma ucieczki. Niektórym się to podoba, innym nie.

Dziś Raiden przyciąga głównie tych, którzy chcą krótkiej, skoncentrowanej sesji gry bez historii, tutoriali i otwartych światów. Dwadzieścia minut, kilka żyć, ładny ciąg wybuchów. Jako doświadczenie retro w przeglądarce działa dobrze dokładnie dlatego, że nie oczekujesz od niego czegoś więcej, niż to, co oferuje — i dostarcza dokładnie tyle.