Bomberman pojawił się na każdej platformie, która go mogła obsłużyć w latach dziewięćdziesiątych. Dyna Blaster to wersja DOS klasyka Hudsona, co oznacza prostą premisę i mnóstwo sposobów, aby ją zepsuć. Na szczęście ten port nie jest tragedią.

Nawigujesz przez labirynt, stawiasz bomby, niszczysz cegły i starasz się przechytrzyć lub zabić przeciwników AI. Nic skomplikowanego — świetnie to działało na Nintendo i tutaj też działa dobrze. Każdy poziom to inne pole gry, a każda bomba może zabić cię tak samo łatwo co twoich wrogów. Prosta symetria, która za każdym razem wyglądała tak samo, a jednak nigdy się nie nudziła.
Sterowanie jest proste — klawisze strzałek i spacja, bez niepotrzebnych kombinacji. Na tej grze, w którą grałeś u sąsiada, grało się prawie tak samo, więc jesteś w akcji od razu. Grafika to prymitywne pixelowe dziury bez ambicji, ale na monitorze z trybem CGA lub MCGA wyglądają wystarczająco czytelnie. Muzyka cię nie będzie zawracać, dźwięki bomb są proste i funkcjonalne. Gameplay jest płynny, co nie jest oczywistością dla portów na DOS.
Dyna Blaster nie zmieniła się przez pięćdziesiąt poziomów — to jej pech. Bomberman przetrwał, bo był zabawny z przyjacielem lub przeciwko komputerowi, a ta wersja cię z tego nie pocieszył. Nawet wtedy były lepsze wybory na Amidze lub Sedżu. Na DOS-ie był po prostu dostępny, i to wystarczało.

Dziś to coś dla kolekcjonerów i tych, którzy chcą wspomnieć, jak Bomberman grał się na komputerach z czterdziestoma czterema megabajtami RAM-u. Możesz go uruchomić w emulorze w każdej chwili — jest mały, szybko się ściąga i działa nawet na słabszym sprzęcie. To nie najlepsza wersja serii, ale to Bomberman, a to wystarczy.